Czartoryski Zdzisław Aleksander Tytus (1859–1909), ziemianin, poseł i społecznik. Ur. 4 I w Poznaniu, z tytułem »księcia na Klewaniu i Żukowie«, pisał się tylko ze Starego Sielca, który z fortuny na nowym zakładanej korzeniu odziedziczył wraz z Jutrosinem po rodzicach, Adamie Konstantym i Elżbiecie z Działyńskich. Po kądzieli, od ciotki Cecylii, dostało mu się nadto Granowo, a wykupił z rąk niemieckich Bartoszewicze, bo zachowanie i obronę ojczystego zagonu uważał za naczelny swój obowiązek w dobie pruskiej polityki kolonizacyjnej. Zresztą ani słabe zdrowie ani usposobienie artystyczne nie dozwalały mu na ciągły wielki wysiłek w życiu publicznym. Już w młodych latach musiał raz po raz wskutek astmy przerywać nauki, które pobierał (ze względu na klimat) w Feldkirch, później na Uniwersytecie Jagiell. Tam rozwinęły się jego zamiłowania estetyczne, którym dawał folgę, wiele podróżując, zwłaszcza po Włoszech. We Florencji poznał się z Marią Zaleską (h. Prawdzic), córką Aleksandra i Martyny z Grabianków, z Ostapkowiec na Podolu, którą poślubił w Wiedniu 18 II 1884. Już w tym czasie znany był z chętnego udziału w walce narodowej. Występował na wiecach przeciw krzywdzącym ustawom szkolnym, dowodząc, że urzędnicy pruscy »skradli nam nasze prawa«. Wytaczano mu za to procesy i skazywano za »czernienie władzy«, ale tylko na kary pieniężne. Sądy zawsze miały pewne względy dla oskarżonego arystokraty o wielkich koneksjach, a nawet tradycji dynastycznej. Zaś rodaków, uciśnionych nieznośną butą wrogiej biurokracji, krzepił na zebraniach wyborczych i obchodach (jak przy święceniu dwóchsetnej pamiątki odsieczy wiedeńskiej), gdy jawił się w pysznym kontuszu i donośnym, gorącym, pełnym poezji tonem budził cześć dla przeszłości i ożywiał poczucie obowiązku obywatelskiego. Świetnie też w r. 1884 jako delegat poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk na jubileuszu takiegoż zrzeszenia w Pradze reprezentował społeczeństwo wielkopolskie. Następnie w Berlinie zasiadał przez kilka kadencji w sejmie (1889–94) i w parlamencie (1890–1903). Jednak od r. 1903 wyrzekł się kandydowania w Rawickiem, gdy jego przyjaciel Stefan Cegielski stał się przedmiotem ataków ze strony narastającej w siły partii narodowo-demokratycznej. Sam jednak nie stracił popularności. Powoływany na marszałka wieców polsko-katolickich, jak 21 I 1891, 3–6 VI 1894, 29 VI 1899 (w którym to roku przemawiał także przy odsłonięciu pomnika Słowackiego w Miłosławiu), organizował nadto w r. 1901 Związek Ziemian i był prezesem Czytelni ludowych od r. 1888–1905, kiedy przystąpił do »Straży«, narażając się na szykany ze strony policji. »Służyć gotów«, uczestniczył w zarządach różnych stowarzyszeń czy to krajowych, jak Naukowej Pomocy i kolonii wakacyjnych »Stella«, czy lokalnych, jak Rzemieślników w Jutrosinie, gdzie ufundowawszy kościół, był jego kolatorem. Uczynny, uprzejmy, rozmiłowany w sztuce i literaturze, prowadził dom otwarty, a Stary Sielec przyrównywano do Puław. Opiekował się artystami, jak Procajłowiczem, któremu powierzył wykonanie polichromii w kościele jutrosińskim. Zajmował się i Teatrem Polskim, należąc do jego Rady Nadzorczej. Listy z podróży do Włoch północnych, przesyłane żonie z wiosną r. 1895, w dwa lata potem wydał w książce. Są to notatki bezpretensjonalne a wiernie odzwierciedlające jego poczucie piękna. »Na twarzy jego malował się zawsze dziwny jakiś smutek«, będący zapewne odbiciem tak cierpień organizmu, podkopanego chorobą, jak troski o sprawę narodową. Zmarł 24 I 1909 w Sielcu, pochowany w Jutrosinie. Syna Olgierda, chroniąc od wpływów szkoły pruskiej, wychował u jezuitów w Danii; córkę wydał za Jana Szołdrskiego.
Portrety olejne Krajewskiego i Fałata u ks. Olgierda Cz. w Raszkowie.
»Dziennik Pozn.« LI (1909), nr 20 i 23; Almanach błękitny; Arch. Państw. w Poznaniu, Sądy II: XIII, XIV, Prezydium Policji II C. 36, 3c. Wspomnienia Marii z Zaleskich Czartoryskiej.
Adam Skałkowski