INTERNETOWY POLSKI SŁOWNIK BIOGRAFICZNY INTERNETOWY POLSKI SŁOWNIK BIOGRAFICZNY INTERNETOWY POLSKI SŁOWNIK BIOGRAFICZNY
iPSB
  wyszukiwanie zaawansowane
 
  wyszukiwanie proste
 
Biogram Postaci z tego okresu
 Jan Długosz h. Wieniawa (Ioannes Dlugossius, Longinus)      Frag. imaginacyjnego portretu Jana Długosza, namalowanego przez Władysława Łuszczkiewicza.

Jan Długosz h. Wieniawa (Ioannes Dlugossius, Longinus)  

 
 
Biogram został opublikowany w latach 1939-1946 w V tomie Polskiego Słownika Biograficznego.
 
 
 
Spis treści:
 
 
 
 
 

Długosz Jan (1415–1480), kanonik krakowski, historyk. W całym jego życiu i poczuciu przebija się od początku do końca odblask wielkiego dnia grunwaldzkiego – jak to się zwykle zdarza wśród pokoleń, które były świadkami doniosłych przemian dziejowych. Bohaterski czyn ojca D-a, Jana, pod Grunwaldem i zwycięstwo nad Krzyżakami napoiły duszę historyka dumą narodową, tym poczuciem, że jest synem nie tylko odrodzonej, ale już spotężniałej Polski.

Niewątpliwie przedstawiał D. – czy to po ojcu, czy po matce – typ antropologiczny wielkopolski (nordyczny), był dość wysoki i szczupły a silny, zapobiegliwy i trochę twardy. Ale nie wyniósł żadnych wspomnień z wieluńskiej ziemi rodziców, szeroko a płasko rozprzestrzenionej, tylko raczej pokochał pagórkowatą, bystrymi strumieniami ożywioną ziemię krakowską (»dulce coelum Cracoviense«). Nic dziwnego; tutaj urodził się w Brzeźnicy (1415), tutaj po śmierci matki Beaty z Borowna niewiele zaznawszy ciepła w domu rodzinnym, bo ojciec wprowadził do domu macochę, która Długoszów nie lubiła i procesowała się z nimi później, po śmierci męża, kształcił się w N. Mieście Korczynie, a potem na Uniwersytecie Krakowskim, wreszcie całe życie przepędził w Krakowie. Gorliwie uczył się w szkole parafialnej korczyńskiej, potopił zabawki w stawie, aby mu nie przeszkadzały do nauki, wczesnym rankiem budził stróża zamkowego, spiesząc do szkoły, i wpajał do głowy ów podręcznik (»ars minor«) pisarza łacińskiego z IV w. po Chr., Aeliusa Donata, który był elementarzem i gramatyką i wypisami – coś w rodzaju dzisiejszych »metod« językowych – a zachował się w Polsce w użyciu od średnich wieków aż do samego końca w. XVIII. Na Uniwersytecie Krakowskim nie długo przebywał (1428–31) i żadnych egzaminów nie zdawał, nie pociągała go »filozofia« czyli scholastyka ówczesna; lepsze źródło mądrości widział w »znajomości dziejów dawnych, tak domowych jako i postronnych, u mędrców poczytanej za matkę cnoty i mistrzynię życia«.

Swój zmysł praktyczny miał D. sposobność rozwinąć na dworze najznakomitszego na ów czas w Polsce męża stanu, Zbigniewa Oleśnickiego, biskupa krakowskiego. Dostał się tam już w 16. roku życia (1431), był naprzód notariuszem, czyli pisarzem, potem sekretarzem, wreszcie kanclerzem i najbliższym powiernikiem Zbigniewa. Należał do tych, którzy własnym ciałem osłonili biskupa, wracającego z koronacji Władysława III, w czasie napaści ludności węgierskiej pod Köves (31 VII 1440). D. okazał w kancelarii biskupiej wielki talent administracyjny, znakomicie zarządzał majątkiem biskupstwa, spisywał inwentarze i gromadził akty wyposażenia, aby je później obszernie spożytkować (w Liber Beneficiorum), i bronił bpa przed chciwością krewnych. Uważał, że raczej grosz oszczędzony obrócić należy dla dobra publicznego. Jakoż w r. 1444 następuje wykupienie przez Zbigniewa księstwa siewierskiego, pierwsza rewindykacja śląskiej ziemi, od której biskupi krakowscy uzyskali tytuł książęcy. W tej służbie biskupiej zaznaczają się także pierwsze wysługi dyplomatyczne D-a. Dnia 1 X 1449 przywiózł Oleśnickiemu z Rzymu gorąco oczekiwany kapelusz kardynalski, a wkrótce potem zdołał uspokoić zastawiony biskupowi krakowskiemu Spisz, zawarłszy rozejm z kondotierem Giskrą. Wreszcie przy końcu sierpnia i na początku września 1451 wystąpił w Samborze ostro przeciw królowi w sprawie przyznania Koronie Wołynia jako delegat kardynała i panów małopolskich. Ale to już prowadzi nas do przedstawienia opozycyjnego wobec króla stanowiska D-a.

Powiernik kardynała przyswoił sobie jego światopogląd polityczny, według którego nic nie może stać się wbrew biskupom, a nawet bez ich zgody. A odnosiło się to także do spraw czysto politycznych, np. do idei Oleśnickiego podzielenia i podporządkowania Litwy – tym bardziej do spraw stykających się z Kościołem. Jednakże czasy zmieniły się, już nie dzierżył berła Polski zgrzybiały Jagiełło albo niedorosły syn jego Władysław, tylko energiczny i pełen poczucia monarszego Kazimierz, inspirowany przez nowe prądy (»iuniores«), który wystąpił z całkiem przeciwną tendencją pozbawienia duchowieństwa odrębnego i przodującego w państwie stanowiska. Ostro strofował Oleśnicki króla, zwłaszcza kiedy wypadła z Litwą kolizja, w której jednak Kazimierz, jako zarazem wielki książę litewski musiał zachować równowagę na obie strony. Przy Polsce zostawił Podole a przy Litwie Wołyń. Ostatecznie do przełomu doprowadziła sprawa kardynalstwa Zbigniewa. Oleśnicki na podstawie swej wyższej godności kościelnej zażądał pierwszeństwa w radzie królewskiej i w czynnościach państwowych (jak np. koronacja) przed prymasem. Ale Wielkopolanie, poparci przez króla, stanęli murem w obronie swego dostojnika, i sejm piotrkowski z r. 1451 obronił prawa prymasa.

D. w tym czasie pogłębił swoje uczucia religijne przez podróż do Ziemi Świętej. Wybrał się tam wraz z przyjacielem swoim, kanonikiem Janem Elgotem, w r. 1450 z Wenecji, ówczesnej pani morza, i doznał głębokich wrażeń, którym daje wyraz w gorących słowach: »Napróżno żyłem dotychczas, dopóki ziemi rodzinnej Zbawiciela nie oglądałem«. Oczywiście, że tak usposobiony człowiek w sporze między władzą świecką a duchowną stanął po stronie tej ostatniej, jakkolwiek go ostrość sporu raziła. »Najlepiej byłoby, sądziłbym – pisał do Oleśnickiego – gdybyś go (króla), ojcze przewielebny, leczył łagodną medycyną, nie łajaniem, lecz słusznymi uwagami poprawiając… a pokazywał mu twarz łagodną i przychylną«. Ale Oleśnicki nie pofolgował, nawet dzień ślubu zamącił królowi przez spór z prymasem o koronację królowej Elżbiety. Kazimierz zaś nie tylko nie ustąpił, ale postanowił raz na zawsze uniemożliwić podobne stosunki.

Wybuchła więc po śmierci Zbigniewa i jego krótkotrwałego następcy (Strzępińskiego) ostra walka (1460–1463) o sposób obsadzania dostojeństw kościelnych. Król pragnął mieć biskupem krakowskim oddanego sobie prałata Jana Gruszczyńskiego bpa włocławskiego, kapituła zaś krakowska wybrała Jana Lutkowica z Brzezia, kanonika i podkanclerzego, a gdy ten zrezygnował, oświadczyła się za kandydatem papieskim Jakubem z Sienna. Ale królowi ten kandydat, jako bratanek Oleśnickiego, był najbardziej nienawistny, wysłał tedy apelację do Rzymu, a zwolenników Sienieńskiego obłożył banicją i konfiskatą dóbr. Wówczas to i D. stracił swój dom pod zamkiem i swój warsztat pracy i tułać się musiał przy boku Jakuba, którego jedynie za prawego bpa krakowskiego uważał, przebywając u Melsztyńskich w Pińczowie i w Melsztynie (1461–63). Były to najcięższe czasy w życiu naszego historyka. »Rzadko dzień minie – pisze wówczas do jednego ze znajomych – w którym by mię nowa nie spotkała klęska«. Ale ostatecznie wszystko to minęło szczęśliwie: Jakub zrezygnował i przyjęty został wraz ze swymi zwolennikami do łaski królewskiej – otrzymał nawet wkrótce biskupstwo włocławskie, gdy Gruszczyński poszedł do Gniezna a Lutkowic do Krakowa. Nie znaczy to jednak, aby król od swojej zasady odstąpił, owszem od tego czasu ani jeden prałat nie został biskupem, który by nie miał polecenia królewskiego. Uważał bowiem król, że skoro w Polsce każdy biskup należy do senatu, tedy baczyć należy, aby człowiek niechętny, albo nawet zdrajca, nie mógł się wcisnąć do rady królewskiej.

Zdawałoby się, że wobec tak głębokich różnic między królem i naszym historykiem na terenie wewnętrznym, także i w stosunku do spraw zagranicznych drogi ich rozejdą się daleko. Szczęściem było inaczej. Oto gdy 20 II 1454 roku zjawiła się na zamku krakowskim wielka delegacja szlachty i miast pruskich, i zrzucając nienawistne jarzmo krzyżackie, poddała pod berło polskie cały kraj nadmorski od Pucka aż do Królewca, zawzięty opozycjonista Zbigniew Oleśnicki i tutaj podnosi sprzeciw, ale D. w Historii swej powtarza tylko opinię swego wychowawcy duchowego – a sam milczy… Już przed walką kościelną dał się wciągnąć królowi do układów dyplomatycznych w sprawie pruskiej, do których jako znawca dokumentów archiwalnych, a szczególnie bardzo cennego zbioru znanego obecnie pt. »Lites ac res gestae inter Polonos Ordinemque Cruciferorum«, był doskonale przysposobiony. Podczas wojny pruskiej brał udział w przetargach z zaciężnikami krzyżackimi, którzy, zdradzając swoich panów, sprzedali Polsce Malborg i inne twierdze, przyczynił się do pozyskania królowi jedynego w całej wojnie 13-letniej sprzymierzeńca w osobie Jerzego z Podiebradu, króla czeskiego, wreszcie w układzie pokoju toruńskiego wybitny wziął udział. I widział D., jak w poniedziałek Zielonych Świątek (6 VI) 1457 wielki mistrz Ludwik v. Erlichshausen opuszczał wśród gróźb i złorzeczeń przepotężną stolicę swoich przodków, aby ustąpić miejsca synowi grunwaldzkiego zwycięzcy, – a potem 19 X 1466 był świadkiem przy pamiętnym akcie pokoju i z przejęciem śpiewał wraz z niezliczoną rzeszą uroczyste »Te Deum« w kościele toruńskim N. P. Marii. Wówczas to z wezbranej uczuciem piersi wyrwały mu się te gorące słowa radości z powodu powrotu do Królestwa oderwanych niegdyś ziem oraz nadziei dalszych jeszcze i pełniejszych rewindykacji, które w księdze swych dziejów na początku r. 1467 zapisał. »Patriota – jak się trafnie wyraził Ign. Chrzanowski w swej charakterystyce D-a (»Studia ku czci S. Kutrzeby«, II 113) – zwyciężył religianta«.

I odtąd zmienia się stosunek naszego dziejopisa do tego króla, który Polsce najcenniejszy ze wszystkich przysporzył przybytek. Gdy przedtem mówiło się, że król zabawia się łowami, kiedy najcięższe sprawy załatwiał na Litwie, gdy prawie o gnuśność posądzało się tego, którego spracowane rysy uwiecznił nagrobek Stwosza, dlatego, że nie robił tego, co chciał Zbigniew, tylko co innego, – teraz odzywają się całkiem inne głosy. Teraz przyjmujący koronę czeską dla syna król nazywa się przesławny (»gloriosissimus«) król Kazimierz, a na Litwie rozumnie i oględnie radzi, a nawet jakby »przepowiadał«, gdy przestrzega przed porwaniem się na Moskwę bez pomocy polskiej i przed zbytnim zaufaniem wobec elementów ruskich.

A król Kazimierz? Ten król, jakkolwiek był nadzwyczajnie w swoich zamierzeniach wytrwały a nawet zawzięty, to jednak niejednokrotnie dał tego dowody, że umie ocenić charakter. Wobec D-a dał taki przykład zaufania, że większego okazać nie mógł: oto oddał mu synów swoich na wychowanie. Stało się to wkrótce po wojnie pruskiej, 1 X 1467. Wówczas najstarszy królewicz Władysław liczył lat blisko dwanaście, drugi Kazimierz lat dziewięć, trzeci Jan Olbracht osiem, a czwarty Aleksander dopiero sześć lat życia. Starsi odchodzili po kilku latach do boku ojca, a przybywali najmłodsi: Zygmunt (ur. 1467) i Fryderyk (ur. 1469). Najbardziej ulubionym uczniem D-a był bogobojny a zdolny Kazimierz, uznany po śmierci świętym, najmniej – porywczy Olbracht z powodu swej wygórowanej ambicji. Wiadomo, że królewicze – poza występami dworskimi – utrzymywani byli przez D-a w rygorze i w skromnych warunkach, zwłaszcza w czasie swoich podróży wypoczynkowych, czy to do Tyńca, Niepołomic albo Sącza, czy to nawet do Lublina lub Lwowa. Jednakże opowiadania późniejsze znacznie przesadziły w kreślonych na ten temat ostrościach. W nauce znowu przyszedł na porządek dzienny naprzód Donatus, a rzecz charakterystyczna, że wszyscy ci Jagiellonowie, nawet renesansowy Zygmunt, używają w piśmie gotyku, tego samego typu, co D. Po Donacie nastąpiła nauka wymowy; uczniowie musieli wygłaszać powitalne mowy, polskie do rodziców, łacińskie do dygnitarzy kościelnych; z tych ostatnich zachowały się niektóre do dnia dzisiejszego. Wreszcie jeszcze jedna znakomita korzyść, jaką wynieśli królewicze ze szkoły D-a, to żywe poczucie historyczne i wysoki poziom kulturalny. Marzyli o laurach stryja w obronie chrześcijaństwa przed półksiężycem Kazimierz i Olbracht, a także Władysław, szczepili gorliwie latorośle rzymskiego Kościoła oraz zachodniej cywilizacji na Litwie, w obronie jej przeciw Moskwie – Aleksander i Zygmunt. Ten poziom kulturalny podniósł jeszcze późniejszy nauczyciel, humanista Kallimach, ale niestety popsuł wiele pod względem etycznym u Olbrachta i Fryderyka. D. w Kallimachu, od którego otrzymywał wierszyki pochwalne, widzi tylko literata i wpływom jego zupełnie nie ulega, wyznając zawsze światopogląd średniowieczny, choć bystry jego zmysł spostrzegawczy dobrze zauważył, że świat się zmienia i zwraca od myśli o zbawieniu wiecznym ku doczesnemu użyciu (Hist. V 471). Aż do końca życia pozostał nasz dziejopis nauczycielem młodszych synów królewskich; ojciec z wdzięcznością wyrażał się o jego zasługach wychowawczych, synowie zaś serdecznie wspominali swoje szkolne lata i chętnie udzielali protekcji wobec ojca w razie potrzeby swemu staremu mistrzowi.

Nawet ostatnie wysługi dyplomatyczne D-a poświęcone były jednemu z jego wychowanków, najstarszemu królewiczowi Władysławowi. W r. 1467 jeździł do Czech, a w r. 1469 do Węgier dla zapewnienia Władysławowi następstwa w Czechach, a już w r. 1471 prowadził go na koronację w Pradze – lecz nie przyjął ofiarowanego sobie naówczas arcybiskupstwa w stolicy Czech. Jednak trzeba było bronić młodego króla przeciw potężnemu rywalowi i było jeszcze dużo kłopotów, w których nasz historyk brał niestrudzony udział. Jeździł jeszcze na układy do Nisy i do Opawy w r. 1473, w 1475 do Sącza, wreszcie w 1478 do Wyszehradu. Wszystkie te układy nie udały się, a najbardziej wyszehradzki, w którym trzeba było objąć rozejmem buntowniczych sprzymierzeńców Macieja: biskupa warmińskiego Mik. Tungena i w. mistrza krzyżackiego Marcina Truchsessa. Ale król układu wyszehradzkiego nie uznał i nie wykonał, a sprawa czeska i sprawa pruska załatwione zostały odrębnie. Na zjeździe ołomunieckim (29 VII 1479) przyznano tak Władysławowi jak Maciejowi tytuł króla czeskiego, Władysław zatrzymał same Czechy, Maciej zaś kraje przynależne (Morawy, Śląsk i Łużyce) aż do wykupu. Obaj zaś dostojnicy pruscy, przyciśnięci przez wojska króla i jego sprzymierzeńca brandenburskiego, musieli się upokorzyć i przyjęci zostali do łaski: Tungen w Piotrkowie (15 VII 1479), zaś Truchsess w N. M. Korczynie (6 X t r.). Wówczas to D. w otoczeniu trzech uczniów swoich (Kazimierza, Olbrachta i Aleksandra) miał ostatnią w swoim życiu satysfakcję. »Ja także czułem w duszy pociechę, żem był po dwakroć świadkiem zaprzysięgania tego hołdu (pruskiego), naprzód przez Ludwika Erlichshausen, który pierwszy zawarł z królem Kazimierzem i Polską przymierze wieczystego pokoju, a potem czwartego po nim mistrza, który to przymierze pogwałcił«. Ostatnią, – bo podróże czeskie i węgierskie tak nadwerężyły zdrowie D-a, że cierpiał na kamień, czując się już w 65. roku na schyłku życia. Arcybiskupstwa lwowskiego, które dzięki poparciu króla przy końcu życia otrzymał, już objąć nie mógł. Ostatecznie obłożnie chorował tylko 3 dni, bo jeszcze 16 V 1480 stawał przed urzędem biskupim w sprawie pewnej fundacji swojej, a 19 V t. r. już nie żył.

Owe wspomniane fundacje D-a to jeszcze jedna kartka z dziejów tego zasłużonego żywota. D. co prawda przepędził całe życie w dobrobycie: jeszcze święceń kapłańskich nie miał, co w 25. roku życia nastąpiło (1440), a już od sześciu (1434) lat posiadał bogate probostwo w Kłobucku (w ziemi krak.), które mu stryj Bartłomiej odstąpił, a od czterech lat był kanonikiem krakowskim (1436). Później jeszcze otrzymał kanonie w Sandomierzu, w Kielcach i Wiślicy oraz roczną rentę emerytalną – wszystko to z ręki Oleśnickiego, – od króla zaś, po powrocie z Pragi, jeszcze kanonię w Gnieźnie. Pobierał dożywotnio dochody z sześciu wsi, a dziesięcinę z trzydziestu kilku; w Krakowie, w Sandomierzu i w Kielcach stały domy murowane na jego użytek. Ale D. umiał swoje zasoby na dobre cele obracać. Trzy kościoły murowane wystawił w swoich kanonikatach: w Odanchowie (Sandomierz), w Chotelu (Wiślica) i w Raciborowicach (Kraków); ponadto na cześć św. Stanisława, do którego miał szczególniejsze nabożeństwo, zastąpił w Szczepanowie drewniany kościół murowanym i wyposażył kościół na Skałce w Krakowie, sprowadzając tam paulinów (1472). I tam też w krypcie zasłużonych spoczywają obecnie śmiertelne szczątki D-a, przeniesione z katedry w r. 1880. Probostwo w Kłobucku przekształcił na konwent kanoników regularnych; zamierzał też umieścić kartuzów na Bielanach pod Krakowem, jednakże to się nie powiodło i dopiero w w. XVII osiedli tam kameduli. Szlachetną troską D-a było także, aby zapewnić mieszkanie i lepsze uposażenie dla wikariuszów, którzy przy takim skupianiu godności kościelnych w jednej osobie, jaki się naówczas praktykowało, bardzo często sami duszpasterskie obowiązki sprawowali. Wreszcie i dla studentów krakowskich hojną okazała się ręka naszego dziejopisa. Wykonawszy nasamprzód zapis Oleśnickiego w sprawie odnowienia bursy jerozolimskiej, sam rozszerzył i odnowił bursę »artystów« na ul. Wiślnej, a dla prawników (»kanonistów«) aż dwie bursy oporządził, jedną obok uniwersytetu (grochową), a drugą na ul. Grodzkiej; ponadto pomagał gorliwie Melsztyńskim przy założeniu bursy węgierskiej na ul. Brackiej.

Przechodząc do dzieł D-a, przytoczymy cały szereg pism, które, choć nie mają tej doniosłości co Historia, to jednak łączą się z nią jako środek pomocniczy i uzupełniający. Więc naprzód (1448) Banderia Prutenorum, tj. opis, opatrzony wizerunkami malarza Stan. Durinka, 56 chorągwi krzyżackich, zdobytych przeważnie pod Grunwaldem, które przez 200 lat wisiały u grobu św. Stanisława na Wawelu, a potem, zapewne z powodu zniszczenia, zanikły. Dalej idą żywoty świętych: Vita s. Stanislai (1460–5) oraz Vita s. Cunegundis (1471–4) i Katalogi biskupów polskich w następującym porządku powstania: Wrocław, Włocławek, Poznań, Gniezno, Kraków, Płock (1468–78). Żeby życiorys Zbigniewa Oleśnickiego (»Vita Sbignei, cardinalis et episcopi Crac.«) wyszedł spod pióra D-a, nie jest prawdopodobne, bo jakżeby mógł ten sam autor raz uważać go za świętego w niebie (Historia), a raz za skłonnego do Wenery i do ucztowania (zob. »Kwart. Hist.« II 117) na ziemi (»Vita«). Największym jednak z tych opracowań pomocniczych dziełem D-a jest czterotomowy Liber beneficiorum ecclesiae Cracov.; pierwsza część, która zaginęła, zawierała uposażenie biskupstwa, druga obejmuje uposażenie katedralne, trzecia klasztorne, a czwarta parafialne. Od budynków aż do chłopów czynszowych wszystko tu jest dokładnie opisane – nieoceniona statystyka tak odległych czasów. Pracował D. już od r. 1440, będąc sekretarzem Oleśnickiego, nad tym dziełem, ale ostatecznie wykończył go w ostatnim dziesięcioleciu swego życia. W tym okresie życia powstał według nowszych badań (M. Friedberg 31) najstarszy herbarz polski Clenodia nobilitatis Polonorum, jakkolwiek go dawniej do pierwszych lat pracy pisarskiej naszego historyka odnoszono, a nawet o jego autorstwie powątpiewano.

Pomnikowa Historia Polonica poświęcona jest Oleśnickiemu, który ulubionego sekretarza swego do skreślenia dziejów »dawnych i współczesnych« zachęcił. Prawdopodobnie opisał D. naprzód czasy Zbigniewa od Grunwaldu do Warny (Lib. XI) zaraz po śmierci bpa (1455–8), a potem już równocześnie prowadził ciąg dalszy dziejów współczesnych i pisał dawne. Historia zaczyna się od opisu geograficznego, co jest naówczas nowością, i od dziejów legendarnych. Następnie od księgi II opowiadanie płynie porządkiem ściśle chronologicznym, według lat (»Annus 965« etc). Wszystko, aż do pierwszej części księgi X (do r. 1384) oparte jest oczywiście na dawniejszych źródłach, które Aleks. Semkowicz (1887) szczegółowo wykazał, podziwiając obfitość zgromadzonego przez Długosza materiału tak gorliwie, że nawet w późnym wieku nauczył się ruskiego języka, aby móc korzystać z tamtejszych kronik. Że liczył się już z potrzebą krytyki źródeł, o tym niech świadczą jego własne słowa: »Przy niezgodności pisarzy… trzymałem się w podaniach i wątpliwościach tego, ku czemu pociągało myśl moją większe do prawdy podobieństwo, powaga pisarzy lub powszechniejsze mniemanie«. W przedstawieniu dziejów, jakkolwiek schemat jest jeszcze rocznikarski, to jednak zwrócona już jest uwaga na związek przyczynowy faktów i przynależność ich do siebie, a zarazem zaznacza się dążenie do ich zrozumienia i osądzenia. I tu występuje na jaw najsłabsza strona D-a: aby przeprowadzić fakta przez swój pryzmat kościelny i polityczny, posługuje się nieraz domysłami, popełnia anachronizmy, przemilcza niejedno lub okazuje brak ścisłości dyplomatycznej w przedstawieniu układów. W dawnych dziejach wszystkie klęski Polski, szczególnie jej rozdrobnienie, są karą Bożą za zabicie i poćwiartowanie św. Stanisława. Czasem patriotyzm za daleko niesie D-a – nigdy jednak pochlebstwo wobec możnych ówczesnego świata. Jak cały światopogląd D-a, tak i styl jego jest jeszcze średniowieczny, trochę ociężały, chociaż sobie za wzór stawiał Liwiusza, którego pierwszy do Polski przywiózł. Wzruszający jest epilog autora, w którym jeszcze poza grobową deską o historii polskiej pamięta, zaklinając doktorów, mistrzów i pisarzy przyszłości, »aby księgi te dziejów w dalszym ciągu pisali, a nigdy przerwy w nich lub zaniechania nie dopuszczali«.

Mimo rozmaitych słabych stron, które są już to właściwością epoki, już to właściwością autora, przedstawia jednak Historia postęp w dziejopisarstwie naszym ogromny, a w całej Europie ówczesnej równej sobie nie ma. A jednak nasz autor poszedł na długie lata w zapomnienie. Wypisywali go Miechowita i Wapowski, Kromer i Bielski, i byli czytani, a dzieło D-a doczekało się druku po raz pierwszy w l. 1614–15. Wydał je J. Fel. Herburt w Dobromilu, ale na księdze VI (1240) urwać musiał, ponieważ możnowładcy ówcześni czuli się urażeni, że o ich przodkach wspomniano nieraz bez ogródki. Dopiero w l. 1701–2 wydał w Lipsku rosyjski radca stanu Henryk Huyssen komplet Historii, niezbyt dokładnie, i na tym wydaniu musieli się opierać pisarze nasi i obcy aż do r. 1878, kiedy to nakładem zasłużonego wydawcy źródeł, Aleks. Przeździeckiego, a trudem Ż. Paulego i i. wyszło wydanie poprawne Joannis Długosz Opera omnia, obecnie powszechnie używane. Tom I (wyd. dopiero w r. 1887 przez ks. Ign. Polkowskiego) zawiera pisma pomniejsze (Vitae, Catalogi, Clenodia, listy), t. II–VI Historię w tłumaczeniu K. Mecherzyńskiego, pięknym, ale nie zawsze ścisłym, t. VII–IX Liber beneficiorum (zdaniem prof. W. Semkowicza niedokładnie wydany), t. X–XIV Historię w tekście łacińskim autora, do której jeszcze indeks opracował T. Żebrawski (1886).

 

O wizerunkach D-a zob. ks. I. Polkowski, Katalog opisowy wystawy Długosza, Kr. 1880. Wszystkie tam przytoczone wizerunki są późniejsze (XVII w.) i sprawa wymaga jeszcze osobnego zbadania, o ile polegają na jakichś dawniejszych przedłożeniach.

Szujski J., Stanowisko Długosza w historiografii europ. (Dzieła ser. II, t. 8); Zeissberg H., Die poln. Geschichtsschreibung im Mittelalter, Leipzig 1873; Semkowicz Aleks., Krytyczny rozbiór dziejów pol. J. Długosza, Kr. 1887; Bobrzyński M. i Smolka St., Jan Długosz, Kr. 1893; Friedberg M., Klejnoty Długoszowe »Roczn. Herald.« X, Kr. 1931; Chrzanowski I., Jan Długosz, próba charakterystyki człowieka (Studia hist. ku czci Stan. Kutrzeby II 99), Kr. 1938. – Czystopisy: Banderia i Lib. Ben. II–IV w Arch. Kapit. Krak., Historia do 1406 w B. Czart. w Kr. 

Fryderyk Papée

 
 

Powiązane zdjęcia

   

Powiązana pozycja biblioteki

Jan Długosz, 1928,
Kucharski Władysław
Dostępne na: polona.pl
Kucharski Władysław. Jan Długosz. 1928,
Dostępne na: polona.pl
Jan Długosz pierwszy dziejopis polski : (1415-1480), 1884,
Dubiecki Marian
Dostępne na: polona.pl
Dubiecki Marian. Jan Długosz pierwszy dziejopis polski : (1415-1480). 1884,
Dostępne na: polona.pl
Jan Długosz, jego czasy i jego dzieła, 1897,
Papée Fryderyk
Dostępne na: polona.pl
Papée Fryderyk. Jan Długosz, jego czasy i jego dzieła. 1897,
Dostępne na: polona.pl
Długosz i Kallimach : obraz historyczny, 1880,
Szujski Józef Jerzy
Dostępne na: polona.pl
Szujski Józef Jerzy. Długosz i Kallimach : obraz historyczny. 1880,
Dostępne na: polona.pl
Obrazki z życia znakomitych Polaków i Polek. [Z.] 1, Wiek XIV i XV : Kazimierz Wielki, Jadwiga, Grzegorz z Sanoka, Jan Długosz, Mikołaj Kopernik, 1916,
Papi Jadwiga Teresa
Dostępne na: polona.pl
Papi Jadwiga Teresa. Obrazki z życia znakomitych Polaków i Polek. [Z.] 1, Wiek XIV i XV : Kazimierz Wielki, Jadwiga, Grzegorz z Sanoka, Jan Długosz, Mikołaj Kopernik. 1916,
Dostępne na: polona.pl
Jan Długosz, jego życie i stanowisko w piśmiennictwie, 1893,
Bobrzyński Michał
Dostępne na: polona.pl
Bobrzyński Michał. Jan Długosz, jego życie i stanowisko w piśmiennictwie. 1893,
Dostępne na: polona.pl

Chmura tagów

 
Za treści publikowane na forum Wydawca serwisu nie ponosi odpowiedzialności i są one wyłącznie opiniami osób, które je zamieszczają. Wydawca udostępnia przystępny mechanizm zgłaszania nadużyć i w przypadku takiego zgłoszenia Wydawca będzie reagował niezwłocznie. Aby zgłosić post naruszający prawo lub standardy współżycia społecznego wystarczy kliknąć ikonę flagi, która znajduje się po prawej stronie każdego wpisu.

Media

 

Postaci powiązane

 

Kazimierz Jagiellończyk

1458-10-03 - 1484-03-04 święty
 
 

Jan I Olbracht

1459-12-27 - 1501-06-17 król Polski
 
 
 

Postaci z tego okresu

 

w biogramy.pl

 

Zygmunt I Stary

1467-01-01 - 1548-04-01
król Polski
 
 
 
więcej  

Postaci z tego okresu

 

w ipsb

 

Jakub z Bydgoszczy

XIV/XV - maj 1478
teolog
 

Andrzej (Spławski)

II poł. XIV w. - przed początkiem 1459
biskup łucki (łaciński)
 
więcej  
  Wyślij materiały Wyślij ankietę
 
     
Mecenas
 
Uzywamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Informację o realizacji Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) przez FINA znajdziesz tutaj.